To jest najcichszy zabójca restauracji.
Nie konkurencja.
Nie inflacja.
Nie TikTak.
Tylko ten moment, kiedy gość mówi do siebie:
“Nie zaproszę tu znajomych, bo nie wiem, co mi się trafi”.
I to jest koniec.
Bo gość może wybaczyć, że było drogo.
Może wybaczyć, że czekał.
Może nawet wybaczyć jedną wtopę.
Bo on nie chodzi do restauracji po adrenalinkę.
On chodzi po spokój, że zrobił dobry wybór.

Dlaczego “raz petarda, raz lipa” boli bardziej niż średnie jedzenie?
Bo średnie jedzenie jest przewidywalne.
A loteria jest upokarzająca.
Raz byłeś w weekend, pełna sala, smak sztos, klimat gra.
Zaprosiłeś przyjaciół w środku tygodnia, luz, a tu nagle:
inne porcje
inne doprawienie
inne wykonanie
danie jakby ktoś robił z pamięci
I w tym momencie gość nie myśli:
“kucharz miał gorszy dzień”.
Gość myśli:
“to ja jestem frajerem, że ich poleciłem”.
To jest emocja wstydu.
A wstyd nie wraca.

Co się dzieje w głowie gościa po takiej sytuacji?
On robi prosty rachunek, zanim następnym razem wyjdzie na miasto:
“W domu będzie przewidywalnie”.
W domu:
znam smak
znam porcję
znam koszty
nikt mnie nie zaskoczy
W restauracji z loterią:
płacę więcej
ryzykuję humor
ryzykuję relacje ze znajomymi
I dlatego ludzie zaczynają “świętować w domu”.
Nie dlatego, że nienawidzą restauracji.
Tylko dlatego, że nie lubią być w loterii.

To jest temat bardziej dla kuchni niż dla marketingu
Wielu restauratorów myśli:
“muszę zrobić nową kartę, nowe danie, nowy hit”.
A gość mówi:
“daj mi spokój, ja chcę, żeby wasz klasyk był zawsze taki sam”.
Powtarzalność to jest luksus.
To jest branding.
To jest prawdziwe premium.
Nie “ładny talerz”.
Tylko:
“zawsze dowozimy to samo doświadczenie”.
I tu jest brutalna prawda:
dwie osoby mogą robić to samo danie, a gość czuje, że to dwa światy.
Bo nie chodzi tylko o przepis.
Chodzi o rękę, standard i nawyk.

Przykład na mięsie, bo to każdy czuje
Burger.
Kotlety.
Raz soczysty, raz suchy.
Raz przyprawiony, raz nijaki.
Raz idealny, raz lekko surowy w środku.
Gość nie będzie analizował temperatury wewnętrznej.
Gość powie:
“u nich jest loteria”.
A jak raz zje coś, co budzi niepewność, to nie zamówi drugi raz.
I nie poleci znajomym.
I nie zrobi zdjęcia.
I nie wróci “na pewniaka”.

Co zabija powtarzalność najbardziej?
Nie brak talentu.
Tylko:
zmęczenie
pośpiech
zmiany na stanowiskach
brak jasnego standardu
robienie “na oko” w godzinach szczytu
I to jest moment, w którym kuchnia wchodzi w tryb przetrwania.
A tryb przetrwania robi jedzenie, które ma wyjść, nie ma zachwycić.
Kelner potem robi wszystko, żeby ratować klimat.
Ale nie da się zagadać loterii.

Puenta, bo to jest sedno tej branży
Gość nie wraca do miejsc, które są czasem genialne.
Gość wraca do miejsc, które są zawsze dobre.
Bo “zawsze dobre” to bezpieczeństwo.
A bezpieczeństwo dziś sprzedaje bardziej niż kreatywność.