Gość może zapłacić 300 zł za kolację.
Serio. Da radę. Zaciśnie zęby, bo “raz na jakiś czas się należy”.
Ale jak wróci do domu i całe mieszkanie wali fryturą…
a kurtka śmierdzi jakby była panierowana razem z kotletem…
to on w głowie dopisuje sobie drugi rachunek.
Taki, którego Ty nie widzisz.
Pranie.
Wietrzenie.
Dyskomfort.
I to jedno zdanie w głowie:
“Było fajnie, ale nie chce mi się drugi raz”.
To jest koszt, którego nikt nie liczy w Excelu.
A potem się dziwimy, że ludzie wybierają dom.

Dlaczego wentylacja boli bardziej niż średnie danie?
Bo jedzenie kończy się na talerzu.
A zapach zostaje z gościem.
On wraca, siada na kanapie i czuje, że dalej jest w lokalu.
Tylko bez wina i bez klimatu.
Jest już tylko olej.
I nagle włącza mu się ta sama emocja, co przy napojach za kosmos:
“Zapłaciłem za coś, co ma konsekwencje”.
To nie jest “zapach kuchni”.
To jest “praca dla mnie po wyjściu”.
A ludzie dziś nie idą do restauracji po kolejną robotę.

Jak wygląda brak wentylacji w oczach gościa?
Gość nie mówi:
“system wyciągowy ma zły ciąg”.
Gość mówi:
“kurde, wszystko śmierdzi”
“muszę to wyprać”
“nie wezmę tej kurtki jutro”
“włosy do mycia, bo czuję olej”
I to jest zabójcze, bo uderza w dwie rzeczy naraz:
komfort
i poczucie, że lokal ogarnia podstawy
Możesz mieć świetny talerz.
Ale jak człowiek czuje, że po wyjściu musi zrobić pranie, to mu się odechciewa “wyjść na miasto”.

Co gorsza, to psuje “premium” bez pytania
Nie ma nic bardziej śmiesznego niż:
elegancki lokal
fajne światło
ładne stoliki
a gość wychodzi i pachnie jak bar szybkiej obsługi.
To jest jak jazda nowym autem, w którym śmierdzi starym dymem.
Możesz nie znać techniki, ale czujesz, że coś tu nie gra.

To nie jest temat tylko dla właściciela
Szef kuchni:
wentylacja to komfort pracy.
Jak kuchnia stoi w zaduchu, ludzie się gotują, rośnie agresja, spada jakość, rośnie rotacja.
To nie jest “widzimisię”.
To jest higiena psychiczna.
Kelner:
to jest temat, który wraca na salę.
Bo gość siedzi przy stole i czuje w powietrzu ciężar.
I nawet jeśli nic nie powie, to szybciej kończy wizytę.
A szybciej = mniej zamówień = mniej napiwku.

Co z tym zrobić, bez gadania o milionowych remontach?
Najpierw prawda:
w wielu lokalach problemem nie jest brak chęci.
Problemem jest to, że wentylacja “jakoś działa”.
Czyli działa tak, że wszyscy się przyzwyczaili.
A gość nie ma czasu się przyzwyczajać, on ma jeden wieczór.
Więc minimalny cel nie brzmi:
“żeby było idealnie”.
Minimalny cel brzmi:
“żeby gość nie wychodził z zapachem na sobie”.
Bo to jest ta granica, po której on wraca.

Puenta, bo to temat z tych cichych, a zabójczych
Wentylacja to niewidzialny rachunek.
Gość go nie widzi w menu.
Ale widzi go w pralce.