Bo burger w wielu knajpach wygląda dziś jak deser w cukierni.
Ma być większy.
Ma być słodszy.
Ma być bardziej “instagramowy”.
Ma rozwalić szczękę.
Tylko że jest jedna różnica:
deser może przyćmić wszystko, bo jest finałem.
Burger jest daniem głównym.
I danie główne nie może być przytłoczone własnymi dodatkami.
A my robimy z burgera… pokaz siły.
Double.
Boczek.
Chips serowy.
Trzeci sos.
Cebula w panierce.
I jeszcze frytki w środku, bo czemu nie.
I potem gość gryzie i czuje:
mięso
tłuszcz
sól
mięso
tłuszcz
sól
I tyle.
Zero warstw.
Zero balansu.
Zero “chce mi się jeszcze jeden kęs”.
Jest tylko:
“mam dość po trzech gryzach”.

Burger to nie jest konkurs kto dowali więcej
To jest kompozycja.
Jak muzyka.
Jak masz bas na 200 procent, to nie słyszysz melodii.
Jak masz mięso, boczek i chips serowy na raz, to nie czujesz nic poza ciężarem.
Wiem, wiem.
Prawdziwy mężczyzna je tylko mięso.
Ale bez przesady.
Bo to nie jest siłownia.
To jest jedzenie.
I gość nie chce wyjść z uczuciem:
“jestem zajechany”.
Tylko:
“kurde, to było dobre i mogę wrócić”.

Jak burger się psuje najczęściej?
1) Burger ma być “większy niż człowiek”

Wysoki burger wygląda jak trofeum, ale je się go jak problem.
Gość nie chce układać szczęki jak węża.
Chce normalnie zjeść.
2) Za dużo mięsa i za dużo tłuszczu


Double plus boczek plus serowy chips to nie jest “premium”.
To jest monotonia.
Mięso przestaje być smakiem, staje się ciężarem.
3) Sosy jako zasłona dymna

Jak coś jest słabe jakościowo, to najłatwiej zabić to sosem.
Tylko że gość to czuje.
I potem mówi:
“smakował jak sos”.
A burger nie ma smakować jak sos.
Sos ma być tłem, nie głównym aktorem.
4) Bajery, które robią hałas, ale nie robią smaku

Cebula w panierce jest fajna.
Chips serowy jest fajny.
Ale to są fajerwerki.
Deser nie może przyćmić dania głównego.
I dokładnie tak samo:
bajery nie mogą przyćmić burgera.
Jeśli dodatki są głośniejsze niż mięso, to burger przestaje być burgerem.
Staje się talerzem przekąsek w bułce.

A co działa, jeśli chcesz burgera, który się broni?
Nie musisz robić rewolucji.
Wystarczy, że burger ma jedną główną myśl.
Przykład:
– jedno mięso, porządne
– jedna rzecz chrupiąca
– jeden ser, który pasuje
– jeden sos, który wspiera
– warzywo, które daje świeżość
I nagle dzieje się coś dziwnego:
gość czuje warstwy.
Czuje balans.
I chce wrócić.
Bo burger nie ma robić “wow, ale bydlak”.
Burger ma robić:
“wow, ale to ma sens”.

Puenta
Burger to nie jest danie, które wygrywa ilością.
Burger wygrywa spójnością.
Im bardziej próbujesz gościa zaskoczyć,
tym łatwiej go zmęczyć.
A zmęczony gość nie wraca.
On idzie do domu i robi sobie kanapkę, bo przynajmniej wie, co zje.