Nie dlatego, że ludzie przestali lubić dobre jedzenie.
I nie dlatego, że „Polak biednieje”.
Tylko dlatego, że zmienił się sposób podejmowania decyzji.
Klient dziś nie wybiera restauracji. Klient wybiera ulgę.
Każdy chce zjeść.
Każdy chce coś dobrego.
Każdy chce nie gotować.
Ale dziś pierwszym pytaniem w głowie klienta nie jest:
„Na co mam ochotę?”
Tylko:
„Ile mnie to będzie kosztować i czy to ma sens?”
Restauracja przestała być „wydarzeniem”.
Stała się narzędziem do zdejmowania obowiązku z głowy.
I tu zaczyna się cała różnica.
Zróbmy prosty test z życia, nie z Excela
Ile razy w tygodniu zjesz sushi?
No właśnie.
Realnie:

raz w miesiącu

czasem rzadziej
Burger?
Też nie codziennie.
Raz w miesiącu. Może dwa.
A teraz liczby, bez ściemy:
sushi dla 2–3 osób: 120–180 zł
burger z frytkami: 45–55 zł
budżet „na gastro” przeciętnego człowieka: 400–600 zł miesięcznie
I teraz prawda, o której mało kto chce mówić:
jak zepsuje się auto, dziecko zachoruje, przyjdzie rachunek albo stresujący miesiąc,
restauracja wylatuje z budżetu jako pierwsza.
Ale… nie wszystkie.
Dlaczego garmażerka działa, nawet gdy wszystko drożeje
Bo garmażerka nie sprzedaje „doświadczenia”.
Ona sprzedaje bezpieczeństwo.
drugie danie: 28–32 zł
zupa: 11–13 zł
Finalnie:

40–45 zł za pełny obiad

czasem starczy na dwie osoby

czasem na dwa dni
I teraz najważniejsze:
na taki wydatek człowiek pozwala sobie częściej.
Nie raz w miesiącu.
Tylko:
raz w tygodniu
czasem dwa razy
regularnie
To oznacza:

mniejszy koszyk

ale powtarzalny klient

przewidywalną sprzedaż

mniej nerwów

mniej marnowania
Do tego dochodzi coś, czego nie da się policzyć
Ludzie wracają do podstaw.
kojarzy się z domem
z mamą, babcią
z ciepłem
z „będzie dobrze”
W czasach niepewności człowiek nie szuka fajerwerków.
Szuka czegoś, co zna i czemu ufa.
6–8 dań w garmażerce się wyprzedaje
50 pozycji w restauracji robi chaos
brak jedzenia o 15:00 nie wkurza, tylko buduje zaufanie
„dziś już nie ma” oznacza świeżość, nie porażkę
I teraz ważne: to NIE jest tekst przeciwko restauracjom
Nie mówię:
„zamykaj restaurację i rób schabowego”.
Mówię:
zrozum, jak dziś myśli klient.
lunche muszą mieć sens cenowy
porcje muszą być uczciwe
„daily” nie może wyglądać jak oszustwo
nie wszystko musi być „premium”
nie każdy obiad musi być wydarzeniem
raz poczuje, że za 25 zł dostał mniej niż w garmażerce
raz poczuje, że zapłacił za nazwę, nie za sytość
to nie wróci, nawet jeśli ramen był „instagramowy”.
Największy błąd restauracji w tym momencie
Myślenie:
„Klient zrozumie”.
Porówna:
ilość
cenę
sytość
częstotliwość, na jaką go stać
I wygra to miejsce, które:

częściej zdejmie mu gotowanie z głowy

nie wyczyści portfela

da poczucie, że „to był dobry wybór”
Garmażerki będą się trzymały, bo są blisko realnego życia.
Burgerownie i sushi bary nie znikną, ale:
będą rzadszą przyjemnością
a nie cotygodniowym wyborem
Jeśli prowadzisz restaurację, to nie czas na obrażanie się na klienta.
To czas na przemyślenie oferty:
lunchowej
codziennej
uczciwej
powtarzalnej
Bo dziś nie wygrywa ten, kto robi „najlepsze”.
Wygrywa ten, kto pasuje do życia klienta.