Gość nie szuka restauracji — szuka jedzenia. Wybiera po opiniach, zdjęciach i poleceniach, a Ty toniesz w telefonach, nowych schematach i daniach dnia. Zamiast robić to, co kochasz w kuchni i przy stole. Zbudowaliśmy narzędzie, które to prostuje.
Twój gość ma na całą gastronomię jakieś 400 zł miesięcznie. Ile razy wyjdzie na miasto? Raz, może dwa. Do tego dwa razy coś zamówi. Cztery okazje w miesiącu, tyle masz..
I przed każdą z nich toczy tę samą walkę: wrócić tam, gdzie było dobrze, czy zaryzykować pewniaka z grupy na Facebooku. Otwiera Google, czyta opinie, ogląda zdjęcia. Robi research jak przed wyjazdem, nie przed obiadem
Nie walczysz więc o gościa, który wpada co drugi dzień. Walczysz o jedną z czterech szans w miesiącu. I rozstrzyga się to w sekundę, w której on patrzy na ekran.
Lunch to nie jest spokojne przeglądanie menu. To głód, presja czasu i decyzja w 30 sekund między jednym spotkaniem a drugim.
Lunch.Eat robi z tego porządek. Ustawiasz dania dnia, okno godzinowe i limit porcji, a sprzedaż toczy się sama i zamyka sama, gdy zejdzie do zera.
Koniec telefonów "co dziś macie". Koniec sprzedawania czegoś, czego już nie ma.
Promocja nie musi znaczyć "tnę cenę, bo się boję". W dobrych rękach to narzędzie, które ściąga ruch dokładnie wtedy, kiedy Ty go potrzebujesz.
Rab.Eat daje Ci happy hours i limitowane edycje. Odpalasz krótką akcję w wybranym oknie albo wypuszczasz 20 sztuk nowego dania na próbę i od razu widzisz, czy chwyciło.
Bodziec wtedy, kiedy Ty decydujesz. Bez uczenia gości, żeby czekali na zniżkę.
Wiem, co myślisz o rezerwacjach przez apkę. Że to upierdliwe, że gość i tak nie przyjdzie, że wolisz zeszyt przy barze.
Book.Eat działa inaczej. Gość bierze stolik na konkretny czas, na przykład 2h, i wpłaca kaucję, na przykład 50 zł, którą odliczasz mu potem od rachunku.
Kto rezerwuje, ten przychodzi. No-show przestaje być Twoim problemem, a sala kręci się tak, jak zaplanowałeś.
Przepisywanie zamówień zjada kelnerowi najcenniejsze, co ma do zaoferowania. Relację z gościem. A im więcej karteczek i kursów na kuchnię, tym mniej zostaje z tego, po co gość naprawdę wraca.
Tap.Eat zdejmuje z niego tę robotę. Gość wybiera pozycje przy stoliku przez QR, kelner skanuje i zamiast bazgrać na kartce, doradza i poleca. Kuchnia dostaje czyste zamówienie od razu na ekran.
Mniej błędów, szybszy serwis, a kelner robi to, co naprawdę sprzedaje. Relację.
Każdy talerz, który ląduje w koszu, to Twoje pieniądze. Składniki, prąd, robota kucharza, wszystko to wyrzucasz razem z nadwyżką pod koniec dnia.
Zero.Eat zamienia to w przychód. Pakujesz to, co zostało, w paczki niespodzianki. Gość płaci, potwierdza, odbiera na QR.
Odzyskujesz kasę zamiast liczyć stratę. A przy okazji ktoś nowy poznaje Twój lokal.
Umów się na spotkanie, zobacz platformę na żywo i sam oceń, czy Pick Eat Up przypadł Ci do gustu. Bez zbędnych formalności i bez presji.
Nasza droga zaczęła się od walki z marnowaniem żywności. Uratowaliśmy ponad 50 tysięcy paczek. Szybko zrozumieliśmy, że Ty, jako restaurator, potrzebujesz narzędzia, które układa chaos i pozwala Ci się skupić na pracy, a nie na gaszeniu pożarów.
O nas